Pies Gryzol-Część 3
Wreszcie. Przestał być bezpański. Ułożony wygodnie na kolanach swojej małej właścicielki w samochodzie jej rodziców jechał do domu. Do miejsca, które wreszcie mógł nazwać domem.
Jechali zielonym Fordem Mundeo gładką szosą, która przebiegała przez zacieniony las. Drzewa zapewniały półmrok w samochodzie przez co pies wykończony swoim dotychczasowym życiem zasnął zagłaskany przez dziewczynkę.
Kiedy Gryzol obudził się leżał wygodnie w kojcu, w którym jego właściciele wyłożyli miękkimi poduszkami. Pies rozkoszował się słodkim lenistwem i leżał tak w bezruchu dłuższy czas, ale pragnienie nie dało mu spokoju i musiał zakończyć wypoczynek.
Ziewnął i przeciągnął się po posłaniu. Kiedy otworzył oczy zdał sobie sprawę, że jest w nowym miejscu. Już się wyspał i mógł rozpocząć zwiedzanie swojego nowego "domu".
Pierwsze co zobaczył po otwarciu oczu był przedpokój.
Przy jego prawej stronie było posłanie, z którego właśnie wyszedł, a obok stało wielkie lustro z kunsztownie przyozdobioną ramą w kolorze orzechowym. Dalej znajdowała się szafka na buty w podobnym kolorze, a nad nią wieszak na ubrania. Od wypolerowanych haczyków odbijało się światło. Wisiało na nim dwa płaszcze i kurtka, które aż prosiły się o wypróbowanie na nim zębów.
Pies obrócił się żeby zobaczyć co jest po drugiej stronie korytarza ,ale bardzo trudno było mu utrzymać równowagę na świeżo wypolerowanych kafelkach i przewrócił się kilka razy nim nauczył się utrzymywać odpowiednią postawę na tym podłożu.
Po drugiej stronie tego pomieszczenia nie było praktycznie nic. Na ścianie jedynie położona była kwiecista tapeta, taka sama zresztą ja na prawej stronie.
Ale jedynym co naprawdę go zainteresowało była mała, zielona piłeczka do tenisa. Szczeniaczek od razu podbiegł do niej i zaczął na niej trenować swoje ząbki. Niestety. Zawsze kiedy zdążył zatopić w niej swoje ząbki to piłka zdążyła mu uciec i przetoczyć się gdzie indziej. Tak więc biegł za piłką gdziekolwiek nie poleciała. Nawet nie zauważył jak szybko się zmęczył.
Wrócił do swojego posłania i wygodnie się rozłożył. Trochę dyszał, a pragnienie jeszcze bardziej dawało mu się we znaki. Wtedy usłyszał wołanie swojej pani :
-Choć piesku, kolacja.
Gryziu od razu ruszył za głosem właścicielki, aż trafił do przestronnej kuchni w środku domu.
Od razu rzuciło mu się w oczy meble rozstawione po jednej ze stron pokoju. Jednak za tymi meblami było coś co bardziej interesowało psa, a mianowicie-miska z karmą i świeżą wodą.
Zwierzątko od razu zabrało się do jedzenia. w międzyczasie jego pani głaskała go. Po chwili pieszczot wypowiedziała słowa, o których usłyszeniu marzy każde zwierzę, a w szczególności pies. :
-Witaj w domu.
Ziewnął i przeciągnął się po posłaniu. Kiedy otworzył oczy zdał sobie sprawę, że jest w nowym miejscu. Już się wyspał i mógł rozpocząć zwiedzanie swojego nowego "domu".
Pierwsze co zobaczył po otwarciu oczu był przedpokój.
Przy jego prawej stronie było posłanie, z którego właśnie wyszedł, a obok stało wielkie lustro z kunsztownie przyozdobioną ramą w kolorze orzechowym. Dalej znajdowała się szafka na buty w podobnym kolorze, a nad nią wieszak na ubrania. Od wypolerowanych haczyków odbijało się światło. Wisiało na nim dwa płaszcze i kurtka, które aż prosiły się o wypróbowanie na nim zębów.
Pies obrócił się żeby zobaczyć co jest po drugiej stronie korytarza ,ale bardzo trudno było mu utrzymać równowagę na świeżo wypolerowanych kafelkach i przewrócił się kilka razy nim nauczył się utrzymywać odpowiednią postawę na tym podłożu.
Po drugiej stronie tego pomieszczenia nie było praktycznie nic. Na ścianie jedynie położona była kwiecista tapeta, taka sama zresztą ja na prawej stronie.
Ale jedynym co naprawdę go zainteresowało była mała, zielona piłeczka do tenisa. Szczeniaczek od razu podbiegł do niej i zaczął na niej trenować swoje ząbki. Niestety. Zawsze kiedy zdążył zatopić w niej swoje ząbki to piłka zdążyła mu uciec i przetoczyć się gdzie indziej. Tak więc biegł za piłką gdziekolwiek nie poleciała. Nawet nie zauważył jak szybko się zmęczył.
Wrócił do swojego posłania i wygodnie się rozłożył. Trochę dyszał, a pragnienie jeszcze bardziej dawało mu się we znaki. Wtedy usłyszał wołanie swojej pani :
-Choć piesku, kolacja.
Gryziu od razu ruszył za głosem właścicielki, aż trafił do przestronnej kuchni w środku domu.
Od razu rzuciło mu się w oczy meble rozstawione po jednej ze stron pokoju. Jednak za tymi meblami było coś co bardziej interesowało psa, a mianowicie-miska z karmą i świeżą wodą.
Zwierzątko od razu zabrało się do jedzenia. w międzyczasie jego pani głaskała go. Po chwili pieszczot wypowiedziała słowa, o których usłyszeniu marzy każde zwierzę, a w szczególności pies. :
-Witaj w domu.



Komentarze
Prześlij komentarz